
·
3 min
Jednym z największych wyzwań dla nas psychoterapeutów, jest dostosowanie interwencji do stanu świadomości, etapu rozwoju relacji i zdolności do pomieszczania klienta. To dlatego często psychoterapia nie działa, mimo że patrząc z boku pomysły psychoterapeuty wydają się dobre.
W psychologii zorientowanej na proces wyróżniamy 4 fazy związane z postrzeganiem danej trudności:
Faza I (Status Quo / Marginalizacja): Problem obiektywnie istnieje, ale klient nie jest go jeszcze w pełni świadomy lub z różnych powodów musi go ignorować. Może odczuwać dyskomfort, ale trzyma się znanej struktury. Wszelkie interwencje wymuszające zmianę będą tu budzić silny, naturalny opór.
Faza II (Polaryzacja / Konflikt): Trudność staje się jawna i bolesna. Świat wewnętrzny dzieli się na „ja” oraz „problem” (symptom, lęk, trudna relacja), którego klient chce się za wszelką cenę pozbyć. To etap, w którym kluczowe jest uznanie cierpienia, uprawomocnienie i bycie z tym, co trudne, bez pośpiesznego szukania rozwiązań.
Faza III (Płynność ról / Odkrywanie znaczenia): To moment poszerzania świadomości. Zaczynamy dostrzegać, że symptom niesie ze sobą ważną informację lub reprezentuje odszczepioną część nas samych. Sztywne granice miękną – to czas na eksperymentowanie, ciekawość, przekraczanie progów i pracę z metaforą oraz ciałem.
Faza IV (Jedność / Esencja): Trudność przestaje być wrogiem, a staje się zintegrowanym zasobem. Zamiast walki pojawia się głębsze połączenie ze sobą i poczucie sensu, które mieści w sobie dawny konflikt. Zmienia się tożsamość.
Każdy z tych etapów potrzebuje innego rodzaju interwencji. Jednocześnie ta klasyfikacja jest wciąż zdecydowanie nadmiernym uproszczeniem.
W pracy superwizyjnej niezmiennie niezwykle cennym doświadczeniem okazuje się dla mnie odgrywanie klientów, z którymi pracuję. To wtedy mogę zauważyć, że czasami mimo dobrych intencji walę przysłowiowym grochem o ścianę, a jednocześnie dotrzeć do tego, czego klient w swoim położeniu naprawdę potrzebuje. Pokazuje to dobitnie, że nasza wiedza i techniki są drugorzędne wobec samego dostrojenia. Jeśli zapraszamy do poszukiwań znaczenia z poziomu Fazy III, a system klienta wciąż uziemia się i walczy w Fazie II, nasza najgenialniejsza interwencja będzie dla niego jedynie niezrozumiałym hałasem. Prawdziwa terapia nie polega na ciągnięciu klienta do miejsca, w którym my chcielibyśmy go widzieć, ale na odwadze stanięcia z nim dokładnie tam, gdzie aktualnie się znajduje.
Mam nadzieję, że uda nam się odnaleźć w miejscu, w którym stoisz.
